piątek, 6 marca 2015

Najpiękniejsza chwila


                                                                 Rozdział 5

Martina

Nudno było tak siedzieć w domu przez cały czas,dlatego pomyślałam sobie,że może gdzieś się wybiorę. Zajrzałam za okno i stwierdziłam,że jest straszny upał,no więc ubrałam się w to:

Wychodząc z łazienki,zajrzałam do kuchni,a której był Pablo. Czytał gazetę, pomyślałam, że może się mu wymknę,ale pewnie by się martwił , więc podbiegłam do niego z drugiej strony,tak,że zakryłam mu oczy i z uśmiechem zażartowałam:
-I co tam dalej pisze?
-Że...-on również się zaśmiał.-Że pani Stoessel jest spryciulą.
Odkryłam mu oczy i usiadłam obok niego.
-Tak?-zaczepiałam go.-A coś jeszcze?
-Jest zaczepialską i żartownisią dziewczyną - popatrzył na mnie,wreszcie.-O... wow-miał iskierki w oczach.
-Co... coś.. coś nie tak?-rozglądałam się po moim stroju.
-Y... nie nic..-ocknął się.-Jest wszystko na miejscu.Wyglądasz....inaczej...
-Inaczej to znaczy...-przeciągałam.
-Nie masz dziś bluzy...
-Ahh.. tak-kurcze,myślałam,że na niego więcej stać.-Czyli jest źle?-miałam pójść się przebrać.
-Nie....-złapał mnie za rękę.-Jest w najlepszym porządku,a ty pięknie dziś wyglądasz.
-Uff..-odetchnęłam z ulgą...
Zagapiona w podłogę,nie zauważyłam,że Pablo patrzy się na mnie... inaczej...Zaczęłam na niego się patrzeć,ale nigdy nie myślałam,że on ma takie oczy... Przez to patrzenie,przez przypadek stłukłam szklankę,w której nalana była przeze mnie wcześniej woda.Ocknęliśmy się chyba i zaczęliśmy sprzątać.
-Bardzo cie przepraszam-cały czas go przepraszałam.-To było przez przypadek...
-Nic się nie stało,wiem,że przypadek,ale przecież to tylko woda-uspokajał mnie i wtedy nasze ręce się spotkały. Delikatny dotyk Pabla bardzo mnie uspokoił i poczułam się lepiej,a najdziwniejsze było to,że miałam ciarki,po dłuższej chwili było sprzątnięte.
-Właśnie,Pablo-przypomniało mi się.-Zabieram cię na spacer-moja pamięć...-No chyba,że chcesz,żeby ktoś inny mnie zaczepił-zażartowałam po nosem.-A wiesz,że chodzą gwałciciele...
-Już nie przesadzaj-przerwał mi uśmiechnięty.-A skoro chcesz,to okey.
-Ale co okey-żartowałam,że stoję przestraszona.-Okey,że gwałciciele?
-Nie!-chyba się przestraszył.-Chodziło mi o ten spacer,a poza tym jest taka ładna pogoda.
-Ufff....Przez chwilę myślałam,że chodziło ci o tych gwałcicieli...
-Tini!-spoważniał lekko.-Ja nigdy nie zgodziłbym się na to,co myślisz-podszedł do mnie,a ja przysłuchiwałam mu się bardzo dokładnie.-Nawet najlepszej przyjaciółce.
-To znaczy,że idziesz ze mną?
-Nie no jak chcesz-uśmiechnął się.-Zrzędzącego Pablo...-dodał pod nosem.
Zaśmiałam się.
-Ty? Zrzęda?-dziwiłam się,żartując,a on przytaknął.-Chyba bardziej zrzędzącego niż myślisz.
-Tak?-przeciągał.-Jak możesz?-zażartował.
Kiedy wyszliśmy z domu,zakluczyliśmy drzwi,zaczął mnie gonić. Po kilku minutach zaczęło lać,dlaczego wtedy, kiedy było tak pięknie... Nie dość,że lało,to biegłam,głupia nie zauważyłam kałuży i się wywaliłam...Oczywiście prawie się przewróciłam,bo w ostatnim momencie złapał mnie Pablo...No i tak jakoś wyszło,że do siebie się zbliżyliśmy i miałam swój pierwszy pocałunek z moim najlepszym przyjacielem..
Może to trochę nienormalne,że właśnie z Pablo,ale chyba mi się podobało i coś dziwnego czuję,nie wiem,czy to dobrze,ale nie wiem też, czy to jest źle... Z jednej strony się ciesze,ale z drugiej... Boże,jak on całuje....

1 komentarz: