piątek, 4 grudnia 2015

Lany poniedziałek

                                                                  
                                          Rozdział 7

                                                               
Dedykuję go współautorce ♥ Domi ♥ dałaś początek temu rozdziału ♥

Tini

Dzisiaj, lany poniedziałek! Niby jestem już "dorosła", ale cieszę się jak małe dziecko! Dzisiaj wstałam już o 6:00. Ale będzie zabawa, oj Pablo szykuj się. Mam już pistolet na wodę, takie specjalne jajko i wiadro. Ok. Wykonałam wszystkie poranne czynności i zjadłam śniadanie. Nalałam wody do wiadra. Starałam się jak najciszej wejść na górę, oczywiście rozlewając przy tym trochę wody na schodach. Cichaczem weszłam do pokoju Pablo i chluup! Jego mina była bezcenna! 
Najlepsze było to,jak laliśmy z pistoletów wodę w siebie,chowając się przy tym za meblami. Oczywiście ja wygrałam ''walkę na pistolety'',a to dlatego,że miałam większy pistolet i więcej wody. Byliśmy cali mokrzy,ale to nie koniec! Miałam dużo specjalnych jajek,którymi pryskałam. Dobrze,że miałam wszystko już przygotowane,więc Pablo był bardziej mokry ode mnie. Achhh! Jak to pięknie zwyciężać! Palo myślał,że to koniec,ale ja jeszcze nie skończyłam...  Za karę Pablo musiał sprzątnąć dom od wody,ale sam! Jednak nie umiałabym być taką,więc pomogłam mu. A wody było bardzo dużoooo! Ciągle się śmiałam z Pablo i jego mokrego ubrania. Ale potem to nie było tak zabawne... Pablo mocno mnie przytulił i też byłam mokra.. Alee... Jest jeden plus... Nie byłam aż tak mokra jak Pablo. Udało mi się wymknąć i uciec! Uciekłam do łazienki,ale Pablo stał pod drzwiami,więc nie miałam jak wyjść.W końcu zawołałam:
-Pablo!
Milczał.
-Możesz odejść?
Westchnął. Zamiast odejść,złapał za klamkę i otworzył drzwi.
-Ktoś tu zasłużył na kilka kropel wody-zażartował z ''wielkim'' uśmiechem.
I w jednej chwili wyciągnął zza siebie pistolet napełniony wodą.
-Pablo!-krzyknęłam śmiejąc się.
Piszczałam,żeby przestał (chociaż nie zaczął),ale on się śmiał.
-A ty mogłaś?-zapytał żartobliwie.
-No wiesz...-przeciągałam.
Uniósł śmiesznie brwi.
-Oj, Pablo...-zaśmiałam się lekko i popatrzyłam się z (udawanym) lekkim smutkiem.
Za to on położył pistolet na ziemię i oznajmił:
-Poddaję się-uśmiechnął się lekko.
-No-uśmiechnęłam się szeroko.
Po chwili podszedł do mnie bliżej,przyciągnął mnie do siebie i pocałował.

************************************************************************
Witajcie,po długim czasie ♥
Wybaczcie nam proszę,że była przerwa tak długo,ale tyle się działo....
Brak weny i czasu,a współautorka bloga źle się czuje (jest w szpitalu)... :(
Mam do Was pytanie... ♥
Czy mam znów zawiesić bloga (czekać,ąz współautorka się lepiej poczuje),czy
mam pisać,ale na razie sama?
W komach napiszcie, kochani,a jeżeli macie jakieś pomysły,to piszcie,może je wykorzystamy?...
Bardzo prosimy o komentarze ♥
♥Pozdrawiam♥