piątek, 6 marca 2015

A gdzie soczek i jedzonko?


                                                                 Rozdział 6

 Martina

Pomału i delikatnie oderwaliśmy się od siebie,chwilę patrzyliśmy w swoje oczy, jego oczy pokazywały miłość, uczucie (chyba), ale to moja słodka tajemnica jakie to było uczucie... Po chwili przestało padać i znowu pojawiła się śliczna pogoda.Pablo pomógł mi wstać,chciałam coś powiedzieć,ale się bałam,po dłuższej chwili,odważyłam się:
-Nie wiedziałam,że ta zrzęda potrafi tak całować-powiedziałam z dużym uśmiechem,ale przyznam szczerze,że kiedy sobie przypomniałam o naszych żartach,chciałam się uśmiać,ale chciałam być twarda.
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz-zaśmiał się.-Ty się też nie chwaliłaś,a przecież jeszcze niedawno byłaś chwalipiętą.
Lekko go uderzyłam w ramię.
-Chodźmy, bo zaraz zapalenia płuc dostaniesz! Wziął mnie za rękę i szybkim krokiem poszliśmy do niego.
-Przecież jest taka piękna pogoda.
-Boję się,że będziesz chora...
-Nie musisz tak się o mnie troszczyć-jaki on słodki... troszczy się o mnie.
-Ale chcę i wolę,żebyś była zdrowa...A poza tym jesteś ubrana tak cienko-zdjął swoją bluzę i dał mi ją.-Proszę,bo zanim wejdziemy,jeszcze mamy kawałek drogi.
 -Ale Pablo,nie potrzebuję-mówiłam co innego,a zimno jednak było...
 -Widzę,że ci zimno. Poza tym nie potrzebne mi, żebyś pluła tym zielonym glutem..-uśmiechnął się do mnie.-Chodź-wziął mnie mocniej za rękę.
 Kiedy weszliśmy do domu, musiałam usiąść,bo Pablo mi kazał,chociaż wolałabym sobie postać, bo jestem cała mokra i byłoby wszystko mokre..Chociaż jakby się zastanowić to jakbym stała to wyszłoby na jedno i to samo. Usadowiliśmy się obok siebie,a Pablo zaczął:
-Jeśli mogę,chciałbym z tobą porozmawiać o wiesz czym...
-Możemy teraz-przerwałam mu.-Przepraszam,za to,ale tak szczerze,to...
-Sorki,że przerywam,ale nie przepraszaj,to tez moja wina,ale mam nadzieję,że...
-To nie twoja wina-znowu mu przerwałam.-Jeśli nie mam ukrywać,-bałam się powiedzieć,ale cóż...-Raz się żyje,więc nie żałuję.
Pablo przez chwilę nic nie odpowiadał (chyba nie jadłam cebuli?), więc postanowiłam się wysuszyć,wstałam,zrobiłam kilka kroków w przód,ale po chwili,poczułam,że ktoś trzyma mnie za talię,dlatego stałam,drżąc,uznałam,że to Pablo(no bo kto inny?),więc się odwróciłam w jego stronę,tak,żeby nie przerwać tej chwili.
-Ja też-wreszcie powiedział.
Lekko,niewidocznie się uśmiechnęłam,bo wiedziałam co miał na myśli. Cały czas czułam jego oddech i perfumy,za którymi bardzo przepadałam.
Oni nie są w sali muzycznej :)

 Powili zbliżaliśmy nasze twarze,miało być tak cudownie,ale jak na złość zadzwonił telefon,przestraszeni szybko podbiegliśmy do telefonu,który leżał na blacie w kuchni,wzięłam go,ale oddałam Pablo,bo to jego,a on przycisnął czerwoną słuchawkę.
-To na czym skończyliśmy?-zapytał.
 -Muszę się wysuszyć-wymignęłam się.
-Leć,ale i tak wrócisz tu,czy chcesz,czy nie...-uśmiechnął się.
-Tak?-wytknęłam mu język i zabrałam ze sobą całą butlę soku i paczkę czekoladek.-Już nie...
-No,ale wiesz.. Jeśli chcesz do swojego pokoju,to musisz przejść kuchnie i pójść po schodach...
Zrezygnowana zrobiłam minę myślącej,rozglądałam się po domu i odpowiedziałam:
-To.. tam zostanę...
-Ale łazienka jest jedna,przecież wiesz,że druga jest w remoncie...
-Który zacząłeś i nie skończyłeś...-zaśmiałam się.-Masz przynajmniej za co się wziąć.
Zapomniałam,że stoję cały czas,a Pablo nie wiem jak,ale jakoś wziął moje smakołyki,razem z soczkiem. Poszłam po moje jedzonko do kuchni,a kiedy tam weszłam,Pablo trzymał to za sobą,a ja podeszłam do niego z błagającymi jak kotek oczami i niestety,ale musiałam błagać:
-Pablo,bardzo proszę...
-Nie-uśmiechnięty,przerwał mi.
-Przecież mogę umrzeć z głodu..
-Nie umrzesz,a właściwie,miałaś się wysuszyć...
-Miałam,ale bez jedzonka nie pójdę...
-Ale jedzonka nie ma...-uśmiechnął się.
Miałam plan,a na to musiał się zgodzić... Dlatego podeszłam bliżej niego i pocałowałam go,trochę to trwało,bo on tak potrafi całować...Po pocałunku uśmiechnęliśmy się do siebie,a ja wiedziałam,że chcę jeszcze,ale wolałam tego nie pokazywać,chociaż Pablo pokazał,ale wcześniej odłożył jedzenie,wziął mnie za talię i namiętnie pocałował,nawet nie wiedziałam jakim cudem jestem na kuchennym blacie. On nie przestawał,cały czas mnie całował.A między pocałunkami powiedziałam,że go kocham,a pewnie przez to Pablo jeszcze namiętniej całował. Po ... y... nie ważne, zegar się zatrzymał dla mnie w tym momencie..ale tak naprawdę,mogłabym się z nim całować i całować (nie dawno miałam swoje pierwsze beso, a tu prosze..) Nagle,Pablo zaczął:
-Możesz powtórzyć?
Tak-uśmiechnęłam się.-Że cię kocham?
Kiwnął głową,a ja uśmiechnęłam się szczerzej.
-Ale nie po przyjacielsku...To takie uczucie, że... Moje serce... a w moim brzuchu...-mówiłam,patrząc mu w oczy,a on słuchał ze zdziwieniem.-Tylko...czy ty mnie kochasz?
-Oczywiście-odpowiedział bez wahania-Kocham cię.
-Ale ja ciebie bardziej-chciałam coś powiedzieć,a on mnie mocno przytulił.

6 komentarzy: